Dlaczego hobby bywa uziemieniem?

(i dlaczego, babo, MUSISZ je mieć)

Jestem matką.

Polką.

Milenialską.

Zmęczoną. Przebodźcowaną. Dowożącą kolejne projekty w pracy i w życiu.

Perfekcjonistką ( czasem w sposób męczący).

Kalendarz pęka w szwach.

Lista „to do” nie ma końca.

Dzieci, praca, dom, relacje, zdrowie, rozwój, bycie „ogarniętą”.

A gdzieś pomiędzy tym wszystkim — ty.

Albo raczej: brak ciebie.

Czujesz to, co chcę przekazać?

Hobby to nie fanaberia. To kotwica.

Przez lata wmówiono nam, że hobby to luksus.

Coś „jak się ogarnie wszystko inne”.

Jak będzie czas. Jak dzieci podrosną. Jak w pracy się uspokoi.

Tylko że to „jak” nigdy nie nadchodzi.

Hobby nie jest dodatkiem do życia.

Hobby bardzo często bywa uziemieniem.

Czymś, co:

  • wyciąga cię z głowy do ciała,
  • przerywa spiralę myśli,
  • przywraca poczucie „ja istnieję poza rolami”.

Nie chodzi o talent.

Nie chodzi o produktywność.

Nie chodzi o to, żeby „coś z tego było”.

Chodzi o regulację układu nerwowego.

Układ nerwowy nie regeneruje się w biegu

My, kobiety, funkcjonujemy dziś w permanentnym przeciążeniu.

Jesteśmy w trybie:

  • dowożenia,
  • reagowania,
  • ogarniania,
  • bycia potrzebnymi.

Hobby — prawdziwe hobby — to moment, w którym:

  • nic nie musisz,
  • nikt nic od ciebie nie chce,
  • nie jesteś w roli.

To może być:

  • ceramika,
  • szydełko,
  • gra na instrumencie,
  • malowanie,
  • bieganie,
  • fotografia,
  • las,
  • pisanie,
  • zbieranie kamieni.

To naprawdę nie ma znaczenia.

Znaczenie ma jedno:

robisz to dla siebie.

 

Jeśli obserwujesz mnie na Instagramie, dokładnie wiesz, z czym się mierzę.

Widzisz tempo. Ilość ról. Ciągłe przełączanie kontekstów.

Pracę, macierzyństwo, projekty twórcze, odpowiedzialność emocjonalną — wszystko dziejące się równolegle.

I widzisz też coś jeszcze:

że nadwydajność nie jest cechą charakteru.

Jest stanem przeciążenia, który bardzo łatwo pomylić z ambicją, zaradnością czy „ogarnięciem”.

Im dłużej w tym żyję, tym wyraźniej widzę, że nadwydajność ma wszystkie cechy choroby cywilizacyjnej:

  • ignoruje sygnały ciała,
  • normalizuje permanentne napięcie,
  • premiuje funkcjonowanie kosztem regulacji,
  • wmawia, że odpoczynek trzeba sobie „zasłużyć”.

Dlatego mój dzisiejszy ton jest więc konsekwencją, nie kreacją.

To głos kogoś, kto zna ten mechanizm od środka — i wie, jak bardzo potrafi niszczyć, nawet wtedy, gdy z zewnątrz wszystko wygląda „dobrze”.

Hobby w tym kontekście nie jest ucieczką.

Jest formą sprzeciwu wobec życia w trybie ciągłego dowożenia.

Tak, wiem — nie ma kiedy…

Nie pytam, czy masz czas.

Bo nie masz.

Masz dzieci.

Masz pracę.

Masz dom.

Masz obowiązki.

Dlatego mówię wprost:

Znajdź sobie, babo, jakieś hobby.

I zmuś się, żeby ten czas dla siebie wyszarpać z grafiku rodzinnego.

Tak. Wyszarpać.

Choćby:

  • kuchnia była brudna,
  • nie było czystych skarpetek,
  • ktoś marudził,
  • coś się „waliło i paliło”.

Pierdol tę brudną kuchnię.

Pierdol brak perfekcji.

I idź po swoje.

To nie jest historia o wyjściu z kołowrotka

Ten tekst nie jest pisany z pozycji ideału.

Nie jest opowieścią o kimś, kto „już to przepracował”.

Ja nadal jestem w procesie.

Nadal wracam do siebie — i nadal z tego powrotu potrafię wypaść.

Odnajduję bazę na chwilę, by po czasie znów wpaść w nadwydajność.

Znów dowozić za dużo. Znów ignorować sygnały ciała.

I znów — od nowa — szukać uziemienia.

To nie jest porażka.

To jest realny rytm życia w świecie, który nagradza przeciążenie.

Dlatego hobby nie jest rozwiązaniem raz na zawsze.

Jest punktem powrotu.

Bazą.

Czymś, do czego można się cofnąć, gdy znów odpłynę za daleko.

To nie egoizm. To higiena psychiczna.

Wypalona matka nie jest lepszą matką.

Zmęczona, rozdrażniona, odcięta od siebie kobieta nie ma z czego dawać.

Dzieci nie potrzebują idealnie ogarniętego domu.

Potrzebują żywej matki.

Takiej, która:

  • ma swoje źródła energii,
  • zna smak przyjemności,
  • umie wracać do siebie.

Jeśli miałabyś zapamiętać jedno zdanie z tego tekstu, niech będzie to:

Czas dla siebie nie jest nagrodą za ogarnięcie wszystkiego.

Jest warunkiem, żeby w ogóle dało się żyć.

Więc idź.

Zrób coś tylko dla siebie.

Nieidealnie.

Nieefektywnie.

Nie „na pokaz”.

Ale prawdziwie.

 

 

z Miłością,

Holimama – Joanna Chróściel.

Dodaj komentarz